"W każdym małżeństwie to nie droga jest trudna, lecz trudności są drogą"
(Soren Kierkegaard)

środa, 23 lipca 2014

Podwójna mama.

Z burzą myśli i uczuć. Z jednej strony, choć dla niektórych może głupio to zabrzmi, cieszę się, że to już koniec. Jestem już w domu. Nie muszę leżeć. Mogę zrobić obiad i umyć umywalkę, która już się o to prosiła od miesiąca. Wyprać swoje ciuchy. Normalnie wsiąść do pociągu i pojechać odwiedzić Adasia. Nic mi nie ciąży. Nic (no, może prawie nic) mnie nie boli i nie przeszkadza. Gddybym nie była nacięta, to pewnie nic nie przypominałoby mi o tym, że cztery dni temu rodziłam.
Masa energii. Dzisiaj wraca do nas Antek. Zaczyna być wreszcie normalnie!!! Mieszkamy razem, jak rodzina, mamy dla siebie czas, mam siłę posiedzieć z Mężem wieczorem i obejrzeć z nim wiadomości, mam tyle planów... I wszystko, nawet pranie gaci i szorowanie sedesu jest takie piękne po tym czasie, kiedy nie wolno mi było prawie nic....
Powolutku ogarrniam dom, myślę już o tym, jak będę się bawić z kochanym Antosiem na placu zabaw i jak go zabiorę do ZOO, za to, że w tym trudnym czasie był taki dzielny...
A z drugiej strony, mam wyrzuty sumienia że się tak wszystkim cieszę... kiedy wszystko to mam, bo mój maleńki Adaś się urodził zbyt szybko i leży tam, samiutki w inkubatorze, daleko ode mnie...
Ponoć matki powinny być gotowe do wszystkich wyrzeczeń dla swoich dzieci... a ja... ja się cieszę, że urodziłam tak szybko... że już mam te wyrzeczenia za sobą, że już nie muszę leżeć i brać leków...
No i wszystko jest ciągle takie niepewne... Choć Adaś sobie dobrze radzi na tym świecie, jak na takie małe dzieciątko... Odłączyli go już od respiratora, próbuje już oddychać sam, choć czasem jeszcze miewa bezdechy... Jest taki maleńki... Ale walczy tak pięknie!!!
Rozmawialiśmy dzisiaj z jego lekarką... Wykryli u niego zakażenie, mówiła, że porody przedwczesne najczęsciej wywołane są zakażeniami, pytała, czy ja może miałam jakąś infekcję? Nic o tym nie wiem... Ale za chwilę przypomniałam sobie to niedawne Antosiowe zapalenie płuc.... Wszyscy wokół mniej lub bardziej byli chorzy, a mnie nic nie dolegało, nic... mimo że spałam z nim w łóżku, kaszlał na mnie, jadłam tą samą łyżeczką... Taką miałam odporność dobrą? A może po prostu u mnie ta infekcja nie dała żadnych objawów? Nawet zastanawiałam się, czy na wszelki wypadek nie zrobić sobie badania crp, żeby mieć pewność, że nic się do mnie nie przyczepiło, chciałam zapytać o to lekarza na tej feralnej sobotniej wizycie, czy jest taka potrzeba... Nie zdążyłam.
Może to właśnie jakaś niewykryta infekcja razem ze słabą szyjką spowodowała poród? Może gdybym zbadała wtedy to cholerne crp to by do tego wszystkiego nie doszło?
Nie wiem, i się tego nigdy już nie dowiem..
A na razie- ćwiczę mięśnie;) Ściągam mleko ręcznym laktatorem przez pół godziny co 4 godziny... Będę miała mięśnie jak Pudzian:))) Byle mleczka Adasiowi nie zabrakło, choć je na razie jak ptaszek;) Po 2ml co trzy godziny, sondą do brzuszka...
Wierzę, że wszystko dobrze się skończy, i wspólnie się z tego jakoś wykaraskamy... I Adaś też wróci już do nas, i będziemy już razem...

niedziela, 20 lipca 2014

Kochani, wczoraj o 21: 55 przyszedł na świat Adam Franciszek. Waży
1320 g i ma 37 cm. Urodził się siłami natury w ekspresowym tempie- na
sale porodowa pojechałam z 7,5 cm rozwarcia i rodziłam tam 15 minut:)
jest w dobrym stanie, ale oddycha za pomocą respiratora. Dlatego
modlitwa dalej mile widziana:)

sobota, 19 lipca 2014

prośba

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o modlitwę;) trafiłam do
szpitala z zagrożeniem porodem, w zasadzie w każdej chwili mogę
urodzić. 29 t c. Jestem jednym z nielicznych przypadków że szew
spełzł. Jeszcze go nie odnaleziono ;) Okropne bóle krzyżowe. Sama nie
wiem czy nie wolałabym urodzić już teraz niż się męczyć... Na razie
odkryłam, że oddychanie przepona faktycznie łagodzi bóle więc żyje :)
psychicznie mam dola totalnego, ale wmawian sobie że jestem dobrej
myśli . Więc proszę o modlitwę- przede wszystkim za mnie- żebym
wytrzymała, i za małego Adasia- żeby dobrze poradził sobie na tym
świecie.