"W każdym małżeństwie to nie droga jest trudna, lecz trudności są drogą"
(Soren Kierkegaard)

środa, 22 października 2014

W telegraficznym skrócie.

Napiszę coś, bo pomyślicie że umarłam;)
Wyniki Adaśka lepsze. Ufff.
Ostatni czas minął pod znakiem bólów brzuszka cały dzień i całą noc. Kolejna wizyta w poradni noworodkowej to zmiana żelaza z ferrum na actiferol i poszerzenie listy leków o probiotyk, bobotic, debridat i czopki glicerynowe na wypróżnianie, bo ma z tym wyraźny problem. Jest lepiej, ale i tak wyśpię się po śmierci. Ledwie ogarniam już co i kiedy podawać.
Adaś skończył 3 miesiące, i przekroczył 4 kg- wczoraj miał dokładnie 4040g.
Antoś psoci;)
Żona i Mąż wreszcie na dobre dołączyli do Domowego Kościoła.
A doba jest zdecydowanie za krótka.
No i tyle. W telegraficznym skrócie. Bo Adaś znów płacze.

wtorek, 14 października 2014

Podwójna mama II

Czasem jest zmęczenie.
Wczoraj Mąż wstaje do pracy i pyta się mnie:
-Gdzie jest Adaś?
-Tutaj u mnie na rękach,nie widzisz?- odpowiedziałam zaspana.
Adaś oczywiście na rękach nie był, tylko u siebie w łóżeczku. To tylko ja już nie kojarzę, co jest naprawdę, a co mi się śni. Nieraz przysypiałam na siedząco, trzymając Adasia do odbicia.
Czasem są nerwy. 
Akcja odpieluchowania Antonia zakończona fiaskiem, nie ten czas chyba jeszcze. On mógł z kupą w majtach biegać i w ogóle na to nie wracał uwagi. Kupa wylewała się  po drodze ze slipek a on nic. Tylko matka miała dodatkową robotę i dodatkowe nerwy, bo tu Adaś kolkuje, tu wylewająca się kupa i uciekający po domu Antek, tu obiad na gazie, jeden chce jeść, drugi chce pić, jeden chce na ręce, drugi chce opa, jednemu trzeba zmienić pieluchę, drugiemu siki lecą po nogach... Stwierdzam, że jeśli komuś udało się nawet przez chwilę nie zostawić samego płaczącego dziecka, w myśl, że nie ma nic ważniejszego niż jego potrzeby, to znaczy, że ma tylko jedno dziecko.
Są kłótnie, jak wczoraj.
Wczoraj już myślałam że nasza trzymiesięczna sielanka dobiegła końca i wraca szara rzeczywistość nierozumienia siebie i wiecznych złośliwości i pretensji. Ja sie nie hamowałam nawet, bo nie miałam siły, zmęczona zarwanymi nocami. On też się nie hamował, pewnie też zmęczony. Wracamy do punktu wyjścia? Nie, kochani:) Nawet jak byśmy chcieli,to przecież już jesteśmy bogatsi o wszystkie doświadczenia tych ostatnich miesięcy, jesteśmy bogatsi o wzajemne zaufanie, wiarę we własną miłość i w to, ile od nas zależy. Trzy razy zastanowiłam się, czy zrobić Mężowi herbatę (a niech sam sobie zrobi za to wszystko, co ja mu będę usługiwać! Już nigdy mu nie zrobię żadnej herbaty!), ale zrobiłam. Dzień zakończyliśmy wspólną modlitwą, pierwszą od nie pamiętam kiedy, i pogodzeni, a dzisiaj już było spokojnie, bo i noc spokojniejsza. Dzisiaj to mam nawet ochotę mecz z nim obejrzeć:)
Jest też radość i zabawa.
Z Antośkiem piekliśmy ciastka maślane. Pół domu w mące, on sam w mące, a do ciasta musiałam wbić dodatkowe jajo żeby się posklejało, bo Antek szczególnie upodobał sobie sypanie mi do miski mąki bez umiaru.
Jest i zniecierpliwienie,
bo mimo że te ciastka to miała być zabawa, kilka razy puściły mi nerwy, między innymi kiedy Antek sypał mi tą mąkę do ciasta i sypał:/ Matka musi uczyć się cierpliwości, to ciągle moja słaba strona. A do tego Adaś ciągle płakał w tym czasie, chyba spokojną noc odreagowywał, tu Adaś placze, tu mąka fruwa po pokoju, a kawa już dawno zimna... Aaaa!
Jest też wiara.
Wygrzebałam się wreszcie z tą moją dwójką na pierwszy spacer. Poszliśmy na różaniec do kościoła, bo był 13. Antek troszkę biegał po kościele i po minach starszych pań widziałam że nie jesteśmy mile widziani, więc do końca nie wytrwaliśmy. Sama z tego różańca miałam niewiele, bo wiadomo, potomstwa trzeba było pilnować, ale myślę, że i tak Bóg widział :)
I jest miłość i spełnienie.
Dzisiaj  Mąż pojechał odwieźć Antonia na noc do babci. Wczoraj nie mogłam się tego doczekać, nerwy nie wytrzymywały, a dzisiaj już mi go brakuje. Tak pusto jakoś i cicho. Ostatnio nasz dom nabrał wreszcie atmosfery. Nabrał ciepła. Dzięki dzieciom. I dzięki takiej naszej zwyczajnej do siebie życzliwości.
A nasze życie zyskało nowe perspektywy.
Z narodzinami Adasia w naszym życiu zawitało coś więcej niż nowy człowiek. To nowe życie w szerszym wymiarze.
Pojedyncza mama była wiecznie zmęczona, przytłoczona obowiązkami, życiem. Bez wiary, bez nadziei, bez sił.
Mama podwójna kipi energią i nadzieją, przestała się zadręczać, cieszy się wszystkim:) Jakby to kruche życie, które trzyma w rękach, a które przecież tak szybko mogło zgasnąć, nauczyło ją, że nic nie jest dane raz na zawsze. O wszystko się trzeba starać i wszystkim cieszyć... bo wszystko jest tak kruche, jak to maleńkie życie. I o wszystko trzeba walczyć z takim samym uporem, jak o to maleńkie życie walczyła.
I nauczyło ją, że są sprawy ważne i ważniejsze. Jest duma, która każe za złośliwość odpłacać się złośliwością, i jest życzliwość, która chce zrobić herbatę. Jest dystans, który nikogo do siebie nie chce dopuścić bo boi się przyznać do słabości, i jest otwartość, która ufa i się nie lęka, i buduje bliskość. Jest perfekcjonizm który chce mieć czystą podłogę i udane ciastka, i jest radość, która cieszy się uśmiechem dziecka wsypującego bez umiaru mąkę do miski, choć wie, że trzeba będzie kombinować, żeby to ciasto zreanimować. I jest pycha, kiedy myślisz, że wszystko zależy od ciebie, i jest zawierzenie, kiedy wiesz, że wszystko w Jego rękach...
I jest Miłość. Jedna jedyna. Największa. Miłość, źródło życia.
A Adaś śpi w moich ramionach taki spokojny. Ufny. Taki cichy.
A za oknem już robi się ciemno i kolejny dzień staje się wspomnieniem.

sobota, 11 października 2014

11.10.14...

Dzisiaj miałeś się narodzić.
Miałeś być pulchniutki i różowiutki i ważyć przynajmniej 3,5 kg.
Miałeś krzyczeć.
Miałeś po raz pierwszy possać pierś.
Miałeś być już ze mną.

Narodziłeś się prawie trzy miesiące szybciej.
Byłeś chudziutki i siny z niedotlenienia i ważyłeś 1,320kg.
Byłeś taki cichy, bo nie potrafiłeś wziąć oddechu.
Nie potrafiłeś jeść, więc podłączyli cię do kroplówek.
Pojechałeś podłączony pod respirator na OIOM, gdzie spędziłeś dwa pierwsze miesiące swojego życia.

Patrzę na ciebie i w głowie mi się nie mieści, że jeszcze niedawno miałeś niewiele ponad kilogram. Ponad trzy razy mniej niż teraz! Jak ty wtedy wyglądałeś? Nóżki jak patyczki, paluszki jak zapałki... Maleńkie ciałko zaplątane w kabelki. Miałam cię na rękach i w ogóle nie czułam twojego ciężaru.

Niewydolność oddechowa.
Zespół zaburzeń oddychania.
Krwawienie dokomorowe I stopnia.
Zakażenia nabyte.
Niedokrwistość.
Tyle już za nami.

Ile przed nami? Nie wiem. Jestem dobrej myśli.

Wiem, że trzymam w rękach CUD.