"W każdym małżeństwie to nie droga jest trudna, lecz trudności są drogą"
(Soren Kierkegaard)

piątek, 21 listopada 2014

Randka z Nim.

"Bogu wyśpiewam, Bogu na niebie,
Bogu wyśpiewam wdzięczności  psalm,
W dłoniach zaniosę radość, cierpienie..."

Dałam się uwieść.
Dzisiejszy wieczór jest dla Ciebie.
By nieść Ci dziękczynienie, za wszystko co się wydarzyło. Za moment i miejsce, w którym jestem...


I ciągle Ci ufam, mimo wszystko, a raczej dzięki temu wszystkiemu.

wtorek, 18 listopada 2014

W poradni okulistycznej.

Pielęgniarka: Taki piękny chłopiec, aż szkoda że aż tak wcześnie się urodził.
Żona; No niestety.

I niestety, przyszła jesień. Płakać się chce jak patrzę na to wszystko. Jak wiele go kosztuje bycie tutaj, z nami. Dostosowanie się do tego świata, do wszystkich nowych bodźców. Jak czasem całymi dniami płacze.  Całkiem bez powodu? A może ze zmęczenia, z nadwrażliwości na to wszystko? Wyrywa się, wyje, a ja nie potrafię mu pomóc. Tak dzielnie znosi te wszystkie badania, wizyty, kontrole, ćwiczenia. Oddali mi go po badaniu na retinopatię, całego drżącego ze strachu, czerwonego, wyczerpanego płaczem. Przytuliłam go, ale jeszcze długo cały drżał, na krzyk już nie miał siły.

W gruncie rzeczy on jest silniejszy niż ja.
On, mam nadzieję, po czasie zapomni, a ja będę pamiętać całe życie tą bezradność na to wszystko.

czwartek, 13 listopada 2014

Uśmiałam się:)

Wzięło mnie na wspominki, otworzyłam przypadkowego archiwalnego posta na blogu i czytam:
"Kłócimy się, bo takie mamy charaktery, nie potrafimy się nie kłócić. Ścieramy się, ale życie byśmy za siebie oddali".
A to dobre! Pięęękne słowa, i.... tyle. Tylko piękne.
W rzeczywistości wcale nie bylibyśmy tacy skorzy do oddawania za siebie swojego życia. Ani ja, ani on.
W rzeczywistości było nam bliżej do słów, które przytoczyłam gdzieś w innym miejscu: że nie codziennie ma się ochotę umierać dla drugiego.
Wtedy pisałam to pewnie całkiem szczerze, naprawdę w to wierzyłam. A dzisiaj śmieszy mnie ta górnolotność. Chciałabym, żebyśmy się tak kochali, oj chciałabym. Ale do tego pewnie daleka droga, bo im dłużej ze sobą jesteśmy, tym bardziej widzę, jak zieloni w temacie jesteśmy. Tyle jeszcze mamy do zrobienia.

Choć z drugiej strony, pewnie akurat mi by było łatwiej to życie za niego oddać, niż służyć mu codziennie. Lubię taki dramatyzm. Jeden akt odwagi ustawiłby mi całą niebiańską przyszłość B-)
No, a tak? Walcz człowieku codziennie od nowa. Jakby nie można było raz a dobrze.

To tak pół żartem, pół serio oczywiście:)  Ale fakt faktem, nasza chęć oddawania sobie życia poległa na pierwszej prostej. Dzisiaj już nie przejdą mi przez gardło takie słowa. Dzisiaj po prostu jestem. Dla niego, dla nich. Codziennie. I wcale nie chcę dla nich umierać. Chcę dla nich żyć.

Ps: Jutro wielki dzień Antka. Wspomnijcie Górze o naszym dwulatku;)